Cisza Jak Ta
Cisza Jak TaCisza Jak TaCisza Jak Ta
© Copyright Cisza Jak Ta

BLOG - OSTATNI WPIS

Maj 2018, czyli dobre złego początki…

17 sierpnia 2018

No to jedziemy w gościnę. Yyy… znaczy do Gościna, yyy… czyli można powiedzieć, że jedziemy w gościnę do Gościna 😀 Niebywałe, ta malutka mieścinka (przed siedmioma laty to miasto miało jeszcze status wsi, ale potem otworzyli tu Biedronkę, więc… ;P) dość często była odwiedzana przez nasz zespół, lecz nie z okazji koncertu, a przeważnie tylko przejazdem (no i stąd pochodziła Ola Kot – wokalistka z okresu wczesnej działalności), a to dlatego, że znajduje się pomiędzy naszym rodzinnym Kołobrzegiem, a obecnym miejscem zamieszkania Mariusza oraz jego Mark Shell Studio, gdzie często pracujemy muzycznie. Mariusz miał tym razem tak blisko, że mógłby przyjść na piechotę i w kapciach – na szczęście tego nie zrobił ;P Niespodziewanie podczas krótkiej podróży z Kołobrzegu dostaliśmy smsa z pozdrowieniami od Martyny i Andrzeja z zespołu Chwila Nieuwagi, którzy, jak się okazało, spędzali tu urlop i właśnie się minęliśmy na drodze – taka ciekawostka 🙂 W Gościnie początkowo mięliśmy zamiar zagrać plenerek,
g dziedziniec
jednak koniec końców, ze względu na niepewną i dosyć chłodną pogodę, zapadła decyzja, że koncert odbędzie się w środku Domu Kultury
g 1g 4
Mogliśmy, dzięki temu, także podziwiać bardzo pomysłową wystawę fotograficzną, przedstawiającą miasto z przeszłości w porównaniu z teraźniejszością. Mimo iż sala nie była zbyt przystosowana do koncertów, co miało spory wydźwięk w jej akustyce, to serdeczność dyrektora Marcina oraz pani Danusi pozwoliła nam się tu czuć dobrze. Również na serducho zgromadzonej Publiczności można było liczyć i nie mamy tu na myśli jedynie naszych znajomych czy bliskich – w końcu rodzinne strony – ani nawet importowanych (Gosia i Robert Mukowscy postanowili nas odwiedzić – no a jak, przecież z Pucka to rzut beretem ;D), ale „tubylców”.  Po sympatycznym koncercie, jak zwykle wyszliśmy do Słuchaczy i na długo zapamiętamy specyficzny komplement jednego z nich, wyrażony mniej-więcej słowami: „Zaj**aliście fajny koncert!” No cóż, dziękujemy! 😀 Po koncercie zostaliśmy jeszcze przez dyrekcję uGoszczeni (nazwa miasta zobowiązuje) kolacją i wyskoczyliśmy odwiedzić „stare śmieci”, czyli ulubioną tawernę Fiddler’s Green w Kołobrzegu, gdzie zrobiliśmy naszej Oli, Mini – urodzinki ;P Dziękujemy Gościno. Następnego dnia wyjechaliśmy do Kostrzyna nad Odrą i ucieszyliśmy się z poprawy aury, czekał nas bowiem koncert plenerowy na zaproszenie dyrektora Domu Kultury – Pana Zdzisława Garczarka. Tego dnia w parku odbywały się różne atrakcje z okazji majówki, również inne koncerty i krótkie występy najmłodszych, więc dyrektor specjalnie dla nas załatwił drugą scenę, abyśmy mogli się spokojnie z całym sprzętem rozstawić, nie przerywając ciągłości imprezy – dziękujemy 🙂 Dzięki temu mogliśmy się zrelaksować i posłuchać występów, choć na chwilę uciekając przed upałem
k druga scenak zyzyzk publika
O tym, że mieszkańcy Kostrzyna lubią muzykę świadczy nie tylko festiwal „już nie Przystanek Woodstock”, ale także reakcja pana „kowboja”, na oko 60-letniego rozrabiaki, który już na próbie wprowadził nas w dobry humor, głośno klaszcząc i komplementując nawet najkrótszy dźwięk zagrany tylko w celu ustawienia brzmienia ;P
k 2k 1k4k 3
zdj. Krzysztof Nesterowicz

Dziękujemy Kostrzyn.  Po koncercie wyruszyliśmy dalej, aby wieczór spędzić już w towarzystwie Kasi i Rysia w naszej ukochanej Sobótce, jednak po drodze wstąpiliśmy jeszcze na miejsce wspomnianego festiwalu, byśmy mogli zaszczycić się mianem „pierwszego zespołu, który w tym roku już przybył” (mimo że nie planujemy zagrać – ale może kiedyś…) i cyknąć pamiątkową focię pod drzewem sandałowym ;P
pole woodstockowe
W trakcie podróży zaczęliśmy już planować realizację drugiej płyty z serii „Ze Starej Szuflady” – wybór utworów, dobór tonacji itd. w końcu niebawem trzeba zacząć nagrania 🙂
No ale póki co – Sobótka. Już kiedyś wspominałem, że Rysiu nie potrafi usiedzieć na miejscu i zawsze w schronisku Pod Wierzycą coś robi, naprawia, poprawia, ulepsza, wspominałem też o planach własnego browaru. Jak się okazało pomysł ten nie tylko wypalił, ale zainteresowanie jest tak wielkie, że nie nadążają z produkcją – złoty trunek, aby był dobry, każe na siebie trochę poczekać 🙂 BRAWO!
sobotka graf2sobotka graf
Na szczęście, po znajomości, chętnym udało się jeszcze załapać i skosztować tego specjału. Nazajutrz oczywiście obowiązkowe starcie psich braciszków
sobotka psy
i na dzień dobry usłyszany głośny krzyk: „Hektor ! ! ! Natychmiast wypluj Juna ! ! !” ;P
A tak całkiem niedawno obydwaj byli jeszcze szczeniakami…
Tym zabawom zza bezpiecznej siatki przyglądał się jeszcze jeden kolega 🙂
sobotka-pies1.jpg
Znów plenerek, więc trzeba było specjalnie zbudować scenę
sobotka 5
Na szczęście w ekipie Rysia znaleźli się fachowcy, bo my absolutnie nie znamy tej edycji tetrisa ;P W związku z powyższym, mogliśmy bezkarnie poddać się innym zajęciom.
sobotka dlugi i psy
Odnaleźć zagadkowy komisariat ;P
sobotka policja
Mariol, na ten przykład, wybrał się na spacer na Ślężę (nie chcieliśmy mu wierzyć, ale pokazał nam zdjęcia, a wiedząc, że Mariusz w photoshop’a nie umie, musieliśmy mu uznać ;P)
sobotka wierzycasobotka wierzyca 2
Potem już standardowy zestaw ćwiczeń:
sobotka scena 2sobotka scena
<mina tego pana po lewej skutecznie zniechęciła do robienia dalszych zdjęć a nawet skłoniła do refleksji, czy aby na pewno nie za długo na słońcu się autorowi przebywało>
Atmosfera koncertu nie była niespodzianką, mimo iż przeważnie graliśmy w środku obiektu, to nic się nie zmieniło, nadal uroczo, w luźnej, rodzinnej atmosferze. Nawet wszechobecne komary, które Ilona zwalczała władając swoim smyczkiem niczym samuraj kataną, nie przyćmiły serdeczności zebranych wielu tak znajomych twarzy 🙂
Uwiecznił to Michał Romanowicz
1
<znów się „paczy”>
2356
Wieczór zakończyliśmy rozmowami do późnej nocy. Nazajutrz, ci którzy mięli odwagę siłę, wybrali się na park linowy ( tu na wszelki wypadek pożegnalna pamiątkowa fotka)
sobotka wspinaczka
sobotka 7
Przyszła pora się pożegnać i wyruszyć dalej :/

sobotka pozegnanie
Dziękujemy Kasi, Rysiowi, Agacie oraz całej ekipie Schroniska Pod Wieżycą, za gościnę, dziękujemy Sobótka. Nie było nam dane wyjechać bez przygód, na szczęście na wesoło: będąc na stacji paliw, Michał został poproszony przez starszą panią o pomoc przy kompresorze, jak się okazało, wzięła go za pracownika stacji 😀
stacja pomoc
Do Jedliny Zdrój chętnie wracamy 🙂 Wszystko za sprawą przyjemnych wspomnień z wcześniejszych koncertów w kawiarni Ciekawa, a zwłaszcza jej właścicieli Kasi i Zbyszka, którzy zawsze nas gościli po królewsku, a także przykładali się bardzo do całej oprawy występu – po prostu dbają (ze 100% skutecznością), aby zarówno Występujący, jak i przybyli Goście czuli się tu dobrze jed park

jed panijed auto

jedlina salajed kroliki
<w łazience nie jest potrzebne lustro skoro:… ;)>
jed lustro
jed scena2
Gospodarze nie tylko dbają o Gości przed i w trakcie wydarzenia, ale również zorganizowali przemiły afterek
jedjed ognisko 4jed ognisko 2
Okazało się nawet, że nasi nowi muzyczni znajomi znają takie prehistoryczne utwory z naszego repertuaru jak „Stary Wrak”. Ich wersja spodobała nam się tak bardzo, że niniejszym oddajemy go w Ich ręce – my go nawet nie potrafimy już zagrać ;P Po tych bardzo miłych chwilach czekały nas jeszcze inne wrażenia, z dreszczykiem emocji. W okolicach naszego noclegu odbywała się bowiem jakaś bitwa, jedynie z odgłosów słyszanych przez okna (czyli wąskiego zasobu słów na „K” oraz „Ch” używanych przez uczestników) rozpoznana jako „III Wojna Dresowa” 🙂 Rano po przepysznym śniadanku oraz kawce z Kasią i Zbyszkiem
jed sniadanie
<Ola swojej nie dopiła – miała inne zajęcie >
jed piesek
przyszła pora się pożegnać i wyjechać do Stolicy.
Na drogę dostaliśmy jeszcze od Gospodarzy prezent niespodziankę – dziękujemy Kochani! :*
jed kosz
Dziękujemy Jedlina-Zdrój.

W Warszawie zagraliśmy po raz drugi w tawernie Gniazdo Piratów, dzięki uprzejmości Sławka Sobotki. Poprzednio, ze względu na charakter imprezy, lokal ten przemieniono na bieszczadzką chatkę, tym razem było już „normalnie” 🙂
wawawawa scena
czyt. bardzo intymnie
wawa mala scenawawa scena 2
lokal przed koncertem wypełnił się po brzegi i, aby nabrać powietrza na niemal 2 godziny koncertu, trzeba było skorzystać z „zewnętrznej garderoby”
wawa backstage
Po koncercie każde z nas dostało pamiątkową laurkę przygotowaną przez Weronikę Skibińską :*
wawa prezent
ale to nie wszystko! Otóż najwyraźniej widać było po nas „przegrzanie”, dostaliśmy bowiem własnoręcznie wykonane przez Wiktorię oraz Tosię wachlarzyki 🙂 Dziękujemy! Przydadzą się na kolejnych koncertach 😀 Dziękujemy Warszawa za GORĄCĄ atmosferę 😛
Koncerty koncertami, ale przyszła pora na kolejny Zlot 🙂 Tym razem zechcieliśmy Was zabrać do Schroniska PTTK na Szyndzielni nieopodal Bielska-Białej. Znaliśmy to miejsce, kilkukrotnie graliśmy tu już, za każdym razem będąc ugoszczonym przez szefującego tu Janusza, więc miejsce to było sprawdzone i byliśmy pewni, że i Wam przypadnie do gustu 🙂 Cieszyliśmy się bardzo, że nasze zaproszenie przyjęli tak znakomici artyści jak zespół Czerwony Tulipan, Jacek Kleyff oraz towarzyszącą mu Nasta Niekrasava, a także nasz i Wasz dobry znajomy Paweł „Aldaron” Czekalski w duecie z Jarkiem „Jareckim” Poniatowskim. Aldaron, można powiedzieć, wystąpił za więcej punktów, miał bowiem lada dzień zostać ojcem (!), no ale Wasza życzliwość podczas poprzedniego zlotu wywarła na nim tak ogromne wrażenie, że nie mógł sobie darować, więc umówił się z przyszłym potomkiem, by ten jeszcze chwilkę zaczekał z przyjściem na Świat 😉 Niniejszym został on pierwszym Artystą w zlotowej historii, ponownie zaproszonym do udziału.
Pozostałych Gości również nie trzeba przypominać Bywalcom Krainy Łagodności, nasi Przyjaciele – zespół Czerwony Tulipan – żywa legenda, jak zwykle, pokazali nam, Młokosom, jak powinno się występować na scenie zachowując przy tym element doskonale humorystyczny, niemal kabaretowy (my na razie jesteśmy w połowie drogi – kabaret robimy niezły). Kolejna żywa legenda, Jacek Kleyff, tym razem wraz z Nastą Niekrasavą, przenieśli nas w niesamowity świat dźwięków za sprawą tej utalentowanej Białorusińskiej wokalistki i multiinstrumentalistki o hipnotyzującej aparycji.
Tradycyjnie zlot zawierał oficjalną część muzyczną (koncerty na scenie), jak i nieoficjalną (śpiewogranie do białego rana), wspólne wyjście w góry oraz niezliczoną ilość przelanej serdeczności oraz atmosfery życzliwości i przyjaźni. Serce się raduje widząc zawarte przez Was przyjaźnie w takim natężeniu. Nie da się opowiedzieć tego wydarzenia prostymi słowami, zresztą dzieliliśmy się wszyscy zdjęciami na wszelakich portalach, wydarzeniach, ścianach itp. więc pozwólcie, że zamieszczę jedynie króciutką obrazkową historyjkę, będącą małym skrótem 🙂
szyndzielnia kretki
sz tulipansz jacek i nastasz 5
<hehe obsługując koncert można skorzystać z możliwości i cyknąć bezkarnie focię wprost ze sceny ;P>

sz 6
” – ja Ci dam! Co to za fałsze były, co?!
sz7
– no dobrze, już nie będę, daj pyska!” ;P

sz seba
Odwiedził nas również gospodarz zlotów urządzanych w Zajeździe Pod Caryńską w Ustrzykach Górnych – Sebastian Skórka – tym razem wyłącznie rekreacyjnie 😀
sz a
nad bezpieczeństwem imprezy czuwał Szemkel Sekjurity ;P
sz gdie klepane
a tak sprawdzaliśmy czy nasz zespołowy samochód nie był już potajemnie klepany 😉sz 1sz wschodsz zdjecia
21
No cóż, jak to zwykle bywa, miłe chwile szybko mijają i trzeba się rozjechać do domów, czy też, jak w naszym przypadku, w dalszą drogę 🙂 Dziękujemy Ciszaki za kolejny zlot! Tak nawiasem mówiąc: dodatkowo była to dla nas lekcja pt. „jak organizować Zlot Ciszaków”, niestety bowiem po czasie wyłoniło się mnóstwo niedociągnięć i nieprzewidzianych zachowań osób zaangażowanych w jego przebieg. Na przyszłość nauczeni jesteśmy czego unikać i obiecujemy postarać się o większy komfort dla uczestników. Mamy nadzieję, że jednak pozytywnych doznań było więcej i, koniec końców, dobrze będziemy wspominać czas spędzony razem 🙂
Za możliwość zamieszczenia zdjęć, dziękujemy: Monice Sikorskiej, Robertowi Krawczykowi i Oli Kamieńskiej 😉

Na zakończenie tego weekendu pojechaliśmy do Krakowa troszkę wytrąceni z normalnego trybu koncertowego. Po drodze musieliśmy jeszcze załatwić pewną sprawę – otóż naszego poprzedniego zespołowego busa musieliśmy dostarczyć nowemu właścicielowi – Pawłowi Lasocie – a dlaczego o tym wspominam dowiecie się potem ;). Ponownie zagościliśmy w klubie Arka, aby po zlotowej ekipie, podjąć „normalną” Publiczność.krk 1

Na nic się zdały nasze wysiłki, okazało się bowiem, że w pełnej konspiracji część z Ciszaków, mimo iż solidnie się z nami pożegnała, wcale nie pojechała do domów, lecz postanowiła przyjechać za nami ( przywiózł ich właśnie Paweł) 😀 WARYJOTY ! ! ! ;*krk
Po spakowaniu sprzętu upewniliśmy się czy na pewno nie jadą już za nami Ciszaki ;P i rozjechaliśmy się do domów. Dziękujemy Robertowi Łosiowi za zaproszenie, a naszym Ciszakowym Krejzolom za wytrwałość (już szykujemy zbiorowe skierowanie na badanie słuchu ;P)
Kolejnego weekendu udaliśmy się w nasze ukochane Biesy 🙂
cisna gora 2cisna gora
Zaplanowaliśmy koncert w Cisnej, w Gminnym Centrum Kultury, za namową naszej znajomej, Karoliny Bańki, która wyprawiała tego dnia swoje urodziny. Z tym związana jest także wesoła historyjka: gdy już mieliśmy lada chwila rozpocząć koncert zauważyliśmy, że jubilatki wraz oraz jej gości jeszcze nie ma, a gdy zadzwoniliśmy spytać o powód usłyszeliśmy „Już wyjeżdżamy”. Aby w pełni zrozumieć komizm sytuacji należy wyjaśnić, że impreza, poniekąd której ważnym elementem był ten koncert, odbywała się w chatce Kaajówka w miejscowości Smerek oddalonej od Cisnej ok 20 min drogi 🙂 Po koncercie czekała nas mała niespodzianka

cisna gck 2cisna dk
Otóż widoczne na scenie jako element dekoracji poduszeczki, okazały się upominkiem dla nas, o podobno nie przypadkowo dobranej kolorystyce (w takim razie aż dziwne, że dla basisty nie było całkiem czarnej ;P)

cisna ekipa solenizantki

Miło tak z okazji czyichś urodzin dostać prezent 😀
Dziękujemy Joli Trawce za współorganizację tego wydarzenia. Jeszcze tego wieczoru, część z zespołu postanowiła wstąpić do Siekierezady celem „li tylko gardeł zwilżenia”, na chwilkę, po pierwsze, z powodu zmęczenia, a po drugie, w pamięci ciągle mając pewną scenkę. Któregoś razu będąc bowiem w Siekierezadzie póóóóźnym już wieczorem, zauważyliśmy barmana, który chodząc po lokalu głośno krzyczał „20 minut!!!”, mimo iż mianujemy się stałymi bywalcami tegoż zacnego miejsca to jednak nieco zdezorientowani nową dla nas sytuacją grzecznie zapytaliśmy „a co będzie za 20 minut?” na co Pan Barman bez mrugnięcia okiem odrzekł „nic nie będzie, będziemy wypi***alać”. Ot taka specyficzna forma grzecznościowego podania informacji o porze zamknięcia lokalu, której nie należy jednakowoż brać ani do siebie, ani na poważnie – w końcu to Bieszczady 😀
Druga część ekipy, która postanowiła już udać się na nocleg, nie przewidziała co nastąpi… Otóż ledwie po wypowiedzeniu sobie nawzajem słów „dobranoc” rozległo się przeraźliwie głośne wycie syreny alarmowej! Aby dodać nieco dramatyzmu sytuacji, wspomnę tylko, że podczas wielogodzinnych podróży często włączamy sobie jakieś filmy dokumentalne, a pech chciał, że tego dnia oglądaliśmy odcinek poświęcony Nostradamusowi oraz jego przepowiedniom, przeważnie apokaliptycznym… No to już wiecie jakie myśli powstały w ułamku sekundy po usłyszeniu tego alarmu… Co to mogło być? Włamali się do CK? To oni mają taki głośny alarm, czy o co chodzi? Jak się okazało, był to alarm pożarowy, a nasz nocleg sąsiadował z remizą strażacką, więc doznania były dość intensywne i na długo zapadną w pamięci ;P Swoją drogą ciekawa metoda: aby zwołać wszystkich należących do Ochotniczej Straży Pożarnej, włącza się sygnał dźwiękowy tak głośny, żeby mieć pewność, że nawet mieszkający najdalej od remizy usłyszą i przystąpią do interwencji (oraz wszyscy pozostali mieszkańcy okolicy) ;P
Następnego dnia wybraliśmy się w odwiedziny do naszej jubilatki, do wspomnianej już Kaajówki. Jest to miejsce robiące ogromne wrażenie, ponad 100 letnia ludowa chatka, została przeniesiona z okolic Lublina (wg słów Karoliny, została rozebrana na elementy i ponownie złożona na miejscu – swoją drogą brzmi to bardzo skomplikowanie i wymagająco) i osadzona na wzgórzu zwanym Widetą.
cisna kaajówka
Miejsce z przeznaczeniem na wypoczynek, jak mieliśmy okazję się przekonać, jest wykonane z niezwykłą dbałością o klimat.
cisna 7cisna 6cisna 5cisna 4cisna 3cisna 2cisna 1

Warto wybrać się tu, by trochę odpocząć. Gospodyni – Karolina – ugościła nas pysznościami (troszkę żałowaliśmy, że nie mogliśmy skorzystać z zaproszenia poprzedniego dnia), a gospodarz Arek, umilał czas opowieściami o wilkach, które łatwo w tych okolicach spotkać. Ale nie martwcie się, tu na posterunku wartę pełni labradorka Sonia, która na nas trenowała radosne rzucanie się na szyję 😉 Dziękujemy kochani za gościnę, pozdrawiamy i do zobaczenia. Dziękujemy Cisna.
Jedziemy dalej do Rzeszowa. A jak wiadomo, skoro Rzeszów to i najlepszy na Świecie –  Dara kebab! 😀
rzeszow kebab
Nie, nie, oni nie zapłacili nam za reklamę, po prostu na nią zasłużyli za darmochę 🙂 Gdzie indziej można, oprócz tego, że pysznie zjeść, to jeszcze spotkać takiego wesołka-kelnera? <kurcze jak nazwać pana za ladą w miejscu gdzie podają kebab… niech będzie umownie kelner ;P> Pan Turek, udawał, że nie zna za dobrze polskiego, stąd żartobliwe pytania np. „cola gazowana czy bez?” <cytat dosłowny> albo na zamówienie „poproszę średni kebab, z baraniną i odrobiną łagodnego sosu” powtarzał pod nosem „mega, wegetariański i ostry sos” zapisując jednocześnie na kartce zamówienie dla przygotowującego potrawę ;P
Tym razem w Wojewódzkim Domu Kultury, gdzie, tradycyjnie już, odbywał się koncert, dostaliśmy garderobę „na piętrze” i to my mogliśmy patrzeć „z góry” na tych w garderobie pod nami (tyle, że nikogo tam nie było ;P) <dla pamiętających sytuację opisaną przy okazji poprzedniej wizyty w tym miejscu>
rzeszow scena
Jak zwykle koncert dla Rzeszowian pełen był wzruszeń i wspólnego śpiewania – to Was zawsze cechowało, a nas raduje za każdym razem 🙂 Bisowaliśmy 2-krotnie, a Witek Kidała sprezentował nam, w imieniu Rzeszowskiej Publiczności, anioła z okazji 15 lecia działalności – dziękujemy 🙂
Asi i Grecie dziękujemy za pomoc i uzupełnienie witamin 😉 i tradycyjnie Sebastianowi Stachurskiemu za zaproszenie. Do zobaczenia Rzeszów!

Na nocleg udaliśmy się już do Krosna do willi „Miła” pełni radości, udało się bowiem znaleźć taki nocleg, gdzie do godziny 14 mogliśmy poleniuchować (!) 😉 Haczykiem była kwestia śniadania, które z powodu odbywającej się tu komunii, trzeba było zjeść przed godz. 9 a potem HOP – powrót do łóżeczka ;P Dla chętnych oczywiście, gdyż alternatywą był spacer w piękną pogodę, jaka nam się przydarzyła na zakończenie weekendu.
krosno-31.jpg
Na obiadek pojechaliśmy już na miejsce koncertu, do klubu K15, gdyż miejsce to jest, można powiedzieć, „multi-kulti”, mamy tu i pizzerię i kręgielnię i dyskotekę i miejsce na koncerty – wedle życzenia 🙂 oczywiście kręgle ani dyskoteka nie działały podczas koncertu – pełen profesjonalizm. Pan Darek, jak zwykle ugościł nas po królewsku i mogliśmy na spokojnie przygotować koncert.
krosno scena

Niestety, jak zwykle po koncercie żałowaliśmy, że nie możemy skorzystać z gościny u pana Darka, namawia i namawia, a my możemy jedynie zanucić „a droga długa jeeeeest…” Dziękujemy Darku i obiecujemy, tak kiedyś ułożyć trasę, aby w końcu móc pozwolić sobie na mały afterek u Was 🙂
Ostatni wyjazd, który zaliczymy do trasy majowej, to wyjątkowy koncert w Józefowie. Wyjątkowy z kilku względów: nieczęsto gramy tylko pojedynczy występ w trakcie całego weekendu, ale przede wszystkim, powód, dla którego spotkaliśmy się ze Słuchaczami w Kościele Matki Boskiej Częstochowskiej – 9 lecie Stowarzyszenia Bezpieczna Młodość im. „Grzegorza” w Józefowie, na rzecz dzieci z terenu powiatu otwockiego, poszkodowanych w wypadkach. Przyjęliśmy zaproszenie od pana Stanisława Zduńczyka, ojca tragicznie zmarłego Grzegorza, który po tym nieszczęśliwym zdarzeniu założył Stowarzyszenie. Koncert poprowadziła (a także zaśpiewała podczas poprzedzającej go mszy) pani Magdalena Kotarska, pracująca m.in przy Teatrze Muzycznym Roma, a prywatnie bardzo ciepła, otwarta i skromna osoba 🙂 Jeszcze przed naszym występem mięliśmy małą przygodę (no, a jakże by inaczej) otóż, podczas próby, ktoś poczuł swąd spalenizny oraz widoczny był unoszący się delikatny dym. Z racji przekroczenia progów świątyni przez osobnika słuchającego muzyki nieco „ciemniejszego” gatunku, wnioskowano, że to kopci się basista ;P Już wzywano egzorcystę, lecz okazało się, że jednak to był przedłużacz, który nie wytrzymał obciążenia sieci 😉 Koncert wzniosły, pełen zadumy, ale jednocześnie radosny spotkał się z aprobatą ks. biskupa Marka Solarczyka (czego troszeczkę się obawialiśmy przedtem :D). Dziękujemy bardzo, że mogliśmy uczestniczyć w tak ważnym wydarzeniu, wspomagając ideę Stowarzyszenia Bezpieczna Młodość.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o koncertowy maj.
Wam, Moi Drodzy czytelnicy, dziękuję za uwagę i do przeczytania! 😀